STRES ŚLEPY JEST

JA I MÓJ STRES.

Na przestrzeni kilku lat wraz z rodziną żyłam w trzech różnych krajach europejskich: w Irlandii, Szwajcarii i Niemczech. Pracowałam na cały etat, dużo podróżowałam zawodowo a po opuszczeniu Irlandii organizowałam życie od podstaw najpierw w Szwajcarii, potem w Niemczech. W międzyczasie uczyłam się nowego języka. Oj, zapomniałabym  – wtedy też na świat przyszły moje córeczki. Naturalnie mało spałam, kiepsko się odżywiałam a firmowy komputer był moim najwierniejszym towarzyszem. Generalnie, nie byłam ani szczęśliwa, ani nieszczęśliwa, po prostu żyłam jak tysiące innych ludzi. Aż do pewnej majowej niedzieli…

Nagle, jak grom z jasnego nieba moje serce zaczęło bardzo szybko bić, tak szybko jak nigdy dotąd. Zrobiło mi się słabo, zaczęłam się trząść, bałam się, że umrę. Wylądowałam w szpitalu. Po zrobieniu EKG i badaniu krwi okazało się, że mam tylko obniżony poziom magnezu, potasu i żelaza. Od lekarki usłyszałam: “Jest Pani zdrowa. Tylko trochę się Pani wypłukała z mikroelementów”. Dostałam kroplówkę z elektrolitami, żelazo i wróciłam do domu. Ta sama sytuacja powtórzyła się po kilku dniach, znów na sygnale w karetce jechałam do szpitala, ale tym razem dowiedziałam się, co mi jest. Bardzo miły (jak i przystojny ) Pan doktor poinformował mnie, że to, czego doświadczam to ataki paniki, będące jednym ze skutków chronicznego stresu. ”Chronicznego czego???” – zapytałam.

STRES ŚLEPY JEST

Dziś, w natłoku obowiązków i szybkim tempie życia często nie zauważamy, że nasz organizm cały czas postawiony jest w stan gotowości i tylko czeka na naszą ocenę sytuacji, a więc decyzję czy jest ona zagrożeniem, czy nie. W jakim celu? Aby jak najszybciej jej przeciwdziałać, jeśli okaże się zagrożeniem. Niestety, takiej oceny nie otrzymuje, ponieważ dzisiaj inaczej niż kiedyś, mamy do czynienia z o wiele większą ilością stresorów. Dodatkowo, w głównej mierze są to stresory psychologiczno-społeczne. Przyzwyczajeni do życia w ciągłym biegu, nierzadko dążąc do obranych celów, przekonani, że to poziom społeczny oraz stanowisko określają naszą wartość, nie kwalifikujemy pewnych sytuacji jako zagrożenie, mimo, że takim są. Z drugiej jednak strony, pomimo tego, że coś nas niepokoi, z pewnych względów to akceptujemy i nie podejmujemy kroków, aby temu przeciwdziałać. Na przykład: spędzamy w biurze po 12 godzin dziennie, bo wszyscy tak robią. Efekt jest taki, że po pewnym czasie nasz niby zdrowy organizm mówi ‘Basta!’ a my zaczynamy chorować.

Coaching @Resistenta